Lutowy wieczór

Mglisty poranek…
15 lutego 2015

Piotr był jeszcze w pracy. To nic, że powinien pracować do 17. Zegar wskazywał 21:58. Zmęczenie połączone z głodem dawało się we znaki. Pora najwyższa zabierać zabawki i iść do domu pomyślał. Był to kolejny, jałowy dzień jego pracy. Pracy, która jedynie co można o niej powiedzieć, to to, że była. Nie przepadał za nią. Nie była ani przyjemna, ani dobrze płatna. Była i koniec.

Ostatnie wydarzenia w jego życiu sprawiały, że gdzieś głęboko w sercu i duszy utracił sens egzystencji. Brak życia prywatnego, oraz nawarstwiające się problemy w mniejszym, bądź większym stopniu sprowadzały jego nastrój bezkresne wrzosowisko.

Każdy z nas ma problemy, kłopoty. Każdy z nas musi borykać się ze zmartwieniami i troskami. Każdy z nas nie raz i nie dwa robi dobrą minę do złej gry. Tylko ile czasu można udawać? Ile razy w ciągu dnia można się uśmiechać tłamsząc smutek w sercu? Nie da się funkcjonować tylko z dnia na dzień.

Każdy dzień od kilku lat był wręcz identyczny. Jedynie krótkie chwile pozytywnych wydarzeń przeplatane tasiemcami problemów i zmartwień. Każdy dzień Piotra był wręcz kalką poprzedniego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *