Mglisty poranek…

Krwawiąca codzienności…
15 lutego 2015
Lutowy wieczór
16 lutego 2015

Był mglisty, wrześniowy poranek. Piotr obudził się parę minut po godzinie 7. Zegar na biurku odliczał czas niczym klepsydra życia. Jak co dzień próbował zebrać w sobie siły do pracy. Pracy, za którą nie przepadał. Nie była ona oni kreatywna, ani dobrze płatna. Jedynie co można o niej powiedzieć to fakt… że była.

Dzień zaczynał się od kawy i papierosa. Miękka paczką Marlboro light i aromatyczny kubek jacobsa. Każdy jego dzień uwieńczony był identycznym rytuałem. Jego „śniadanie mistrzów”. Kawa i papieros to jedyne co było stałego w jego życiu, może oprócz problemów, które na dobre zadomowiły się w jego wyblakłym życiu. To właśnie ode piętrzyły się podobnie jak Himalaje w późnej jurze.

Na jego twarzy próżno było szukać uśmiechu. Takiego szczerego, niepokrytego maską Gombrowicza. Mijały kolejne minuty poranka. Paręnaście minut po 7, jak co dzień było słychać nadjeżdżający nieopodal pociąg. Piotr zawsze w głębi serca czuł przyjemne ukłucie słysząc ten dźwięk. Od kilku lat pociągi zawsze kojarzyły mu się z uczuciem, za którym tęsknił każdego dnia.

Szara rutyna, codzienność, smutek i samotność to były jego znaki rozpoznawcze ostatnich miesięcy.

2 Komentarze

  1. ~Limonka napisał(a):

    Lubię bohatera tych opowiadań, ale z niecierpliwością czekam na jego wiosenne wcielenie 🙂

  2. meaning-of-life napisał(a):

    Zobaczymy co wiosna przyniesie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *