Krwawiąca codzienności…

Przemijająca nadzieja…
7 listopada 2012
Mglisty poranek…
15 lutego 2015

Zegar wskazywał godzinę 2:37. Piotr tej nocy nie mógł zasnąć. Wydarzenia ostatnich tygodni pozostawiły trwałe piętno w jego duszy i umyśle. Nie mógł przestać o tym wszystkim myśleć. Gdy powoli zaczęło się mu wydawać, że nie może być gorzej, to każde kolejne dni sukcesywnie udowadniały mu jak bardzo się mylił.

Niczym dogasające pogorzelisko życia, tak i jego nadzieja unosiła się wysoko w niebo, wraz z dymem. Ludzie powiadają, „co nas nie zabije to nas wzmocni”, powiadają, że z każdej porażki trzeba się podnieść. Mówią, że każde wydarzenie umacnia nas tylko w dążeniu do upragnionego celu… Piotr co raz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że wszystkie te słowa są gówno warte. Pieprzona paplanina, mająca zamydlić nam oczy. Teksty nie pokryte żadnymi dowodami. Trudno było się mu bowiem podnosić… dusza, umysł, poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości zostało pogruchotane w każdym najmniejszym calu. Jak może podnieść się człowiek po upadku, któremu amputowano obie nogi? Tak samo jemu amputowali fundamentalne wartości, odczucia… odcięli … żeby chociaż jednym cięciem, ostrym skalpelem nie zadając mu przy tym większego bólu! O ironio, dokonali mu, bestialsko, amputacji tępym narzędziem, zadając ogromne cierpienia każdego dnia… Nawet ran nikt mu nie zaszył… Leżał i wykrwawiał się z energii życia.

Piotr  starał się wierzyć, że kolejny dzień przyniesie zmiany, na lepsze, zmiany, które w końcu wniosą pozytywną moc do jego pustej, zawiedzionej i upodlonej duszy… Chciał wierzyć… skoro nadzieja przeminęła, starał się jeszcze tkwić w tej niepopartej żadnymi przesłankami wierze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *