Kiedy płonie ogień człowiek trzyma się z daleka.

Kolejny szary dzień…
27 września 2011
Dzeszczowa „piosenka”
11 stycznia 2012

Piotr jak zwykle wrócił do domu późnym popołudniem. Za oknem zapadał już zmrok, księżyc delikatnie zarysowywał swoje pełne oblicze nad gwiazdozbiorem Andromedy. Zrzucił marynarkę i powiesił na krześle. Myśli jakie kłębiły się w jego głowie przez miliony neuronów rozrywały jego serce. Sprawiały, że czuł niezliczone ilości igieł wbijanych w jego oko. Szukał czegoś, czego bardzo pragnął, ale nigdy tak naprawdę nie poznał. Szukał prawdy pośród kłamstwa, i światełka w mroku nieoświetlonej ulicy. Od dłuższego czasu szukał odpowiedzi na jedno, najbardziej nurtujące go pytanie, pytanie, z którym zmagał się niczym grecki bóg, który wspinał się na górę, wraz z głazem doświadczeń życia na jego barkach.

Zegar wybił godzinę 19. Siedem bezlitosnych uderzeń odmierzających kres jego dni, kres dni każdego z nas… każde uderzenie zegara przybliżało go jedną sekundę do śmierci. Śmierci, która dopadnie każdego z Nas. Z niedopalonego papierosa wydostał się ostatni obłok palonej nikotyny, zdając się, jakby wydał ostatnie tchnienie.

Piotr kończył przygotowywać kolację. W radio puszczali znienawidzony przez niego utwór „Last Christmas” Tak naprawdę nie były one „Last”. Te „Last” miały w jego życie miejsce dwa razy na przestrzeni sześciu lat. Dwa razy „gave her heart”, dwa razy „she gave it away”. Teraz już nie będzie takim głupcem. Kto się raz sparzy, na zimne dmucha, trzyma się z dala. Kto dwa razy się sparzył, nawet zimnego się boi.

Kiedy płonie ogień człowiek trzyma się z daleka.

Kiedy nadchodzi strach człowiek w swe wnętrze ucieka.

Kiedy trzyma człowiek róże w dłoni, na kolce uważa.

Przed każdą decyzją człowiek wybór swój rozważa.

Kiedy łódką człowiek płynie sprawdza  czy nie tonie.

Przed swym ruchem każdym człowiek musi mieć obronę.

Gdy czuje się źle czuje inny  sprawdza czy ten oddycha

…A gdy człowiek miłości szuka, z obawy o rany swe serce zamyka…

Przeszła mu ochota na posiłek. Zmagania z własnym sercem wygrały z głodem ściskającym w żołądku. Ból egzystencji wygrał z głodem fizjologicznym. Odłożył talerz, zostawił go nietkniętym, nie zważając na potrzebę uzupełnienia mikroelementów i białka w swoim organizmie po całym dniu pracy.

Bo, kto się raz sparzy, na zimne dmucha, trzyma się z dala. Kto dwa razy się sparzył, nawet zimnego się boi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *