Kolejny szary dzień…

To już jest koniec, nie ma już nic – czyliprzepowiednie końców świata!
22 września 2011
Kiedy płonie ogień człowiek trzyma się z daleka.
14 grudnia 2011

W mieszkaniu nie było nikogo. Wróciwszy z pracy znowu zastał, puste wychłodzone mieszkanie. Zastanawiał się tylko, ile razy jeszcze wróci tak z pracy, pracy, która niczym pijawka przyssana do tętnicy swojej ofiary wysysała z niego resztki niezbutwiałej energii.

Za oknem prószył śnieg, pierwszy, drobny, jakby bał się zaakcentować swą bytność poniżej toposfery. Piotr próbował się ogarnąć po wyczerpującym dniu wędrowania po bezkresach miejskich ulic w poszukiwaniu odgórnie określonego, naznaczonego przez kogoś celu. Poruszał się niczym marionetka sterowana palcami boga.

Telefon milczał, nie dzwonił, nie było charakterystycznych sygnałów dźwiękowych skondensowanych w prostopadłościennym, elektronicznym pudełku. Zresztą, nigdy nie dzwonił wtedy, gdy było to potrzebne. Nawet telefon przestał reagować na jego emocje i prośby… ten paskudny, aluminiowy, martwy układ scalony…. Będący świadkiem życiowych wzlotów i upadków … jego własnych, gównie upadków…

Nie poddam się wykrzyknął głośno, rzucając w kąt 16 calową torbę z terminarzem, pustym zlepkiem kartek, zapisków codzienności szarej i podłej niczym paryskie, zaszczurzone kanały miejskie, rzeczywistości.

Słowa te odbiły się jedynie głuchym echem, pustym odbitym dźwiękiem od szyb łączonych polichlorkiem winylu w jedną całość… Gdyby tylko można w analogiczny sposób połączy nadzieje i marzenia Piotra w jedną sensowną całość w jego życiu. Niestety… nikt nie chciał go w tym wysłuchać, nikt nie postawił jego emocji na taśmie montażowej na Saperskiej…

Zasunął jedynie rolety, by nie widzieć świata, miasta, ulicy… próbował zasłonić rzeczywistość która go otaczała. Próbował zasnąć ….

Przeklęty telefon dalej milczał …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *